Ogrody Surya · Artykuł

Witamina E, która chroni - i ta, która tylko obiecuje

O octanie tokoferolu, wolnych tokoferolach i cichej roli ekstraktu CO₂ z rozmarynu

Kosmetyk zbudowany z olejów ma jednego cichego wroga - tlen. To on sprawia, że olej z czasem jełczeje, traci świeżość, zmienia zapach. Wielu formulatorów sięga wtedy po witaminę E, w przekonaniu, że ona ten problem rozwiąże. Czasem rozwiązuje. Częściej nie robi zupełnie nic. Cała różnica kryje się w tym, którą twarz witaminy E wybierzemy.

Mit, w który łatwo uwierzyć

Octan tokoferolu na etykiecie brzmi jak witamina E - i formalnie nią jest. Ale w słoiku śpi. Jego przeciwutleniające „ramię", ta część, która miałaby łapać cząsteczki niszczące olej, jest związane, zablokowane. Octan nie potrafi przerwać jełczenia, bo nie ma czym. To zapieczętowany rezerwuar, który otwiera się dopiero na skórze: dłonie enzymów powoli zdejmują blokadę i uwalniają czynną witaminę, gotową pielęgnować.

I tu rodzi się nieporozumienie. Skoro octan pięknie działa na skórze, wydaje się, że powinien też chronić olej w opakowaniu. Nie chroni. Dodawanie go do wrażliwego oleju w nadziei na dłuższą trwałość to jeden z najbardziej zakorzenionych mitów kosmetyki naturalnej. Octan jest darem dla skóry, nie strażnikiem receptury.

Prawdziwy strażnik oleju

Jest jednak druga twarz witaminy E - wolna mieszanka tokoferoli. Tu owo „ramię" pozostaje odsłonięte i gotowe do pracy. Kiedy tlen zaczyna rozkładać olej, uruchamia reakcję łańcuchową: jedna uszkodzona cząsteczka tłuszczu psuje sąsiednią, ta następną, i tak psucie rozlewa się dalej. Wolny tokoferol staje w poprzek tego łańcucha i przyjmuje cios na siebie - oddaje agresywnej cząsteczce swój atom wodoru, uspokaja ją i zatrzymuje kaskadę. Płaci za to sobą: zużywa się, poświęca. To on, a nie octan, trzyma Twój olej świeżym.

Rozmaryn, który przywraca strażnika do gry

Gdyby na tym się kończyło, ochrona miałaby swój kres - strażnik broni oleju, aż zużyje się do ostatniego żołnierza. I właśnie tutaj wkracza ekstrakt CO₂ z rozmarynu, którego rola jest znacznie subtelniejsza, niż się zwykle sądzi.

Kiedy tokoferol odda swój atom wodoru i „wypali się", sam zamienia się w słabą, zmęczoną cząsteczkę - żołnierza, który zrobił swoje i normalnie byłby już stracony. Ale związki zawarte w rozmarynie, kwas karnozowy i karnozol, podają mu z powrotem dokładnie to, czego przed chwilą się pozbył: atom wodoru. Zużyty tokoferol wraca dzięki temu do formy czynnej i znów może bronić oleju, jakby nic się nie stało.

Najprościej wyobrazić to sobie jak ładowanie akumulatora w trakcie jazdy. Rozmaryn nie zastępuje tokoferolu - on go nieustannie doładowuje, tak że ten sam strażnik wraca na posterunek raz za razem, zamiast bronić oleju tylko jeden jedyny raz. Dlatego odrobina rozmarynu potrafi wielokrotnie wydłużyć skuteczność całego układu. Działa cicho i po cichu wystarcza go niewiele - więcej nie znaczy lepiej, bo rozmaryn pracuje niejako w tle, w kółko odnawiając to, co już masz.

Zespół, nie rywale

Octan tokoferolu i wolna mieszanka nie konkurują ze sobą - po prostu robią coś innego. Octan jest witaminowym podarkiem dla skóry. Wolna mieszanka jest strażnikiem, który chroni olej przed jełczeniem. A ekstrakt CO₂ z rozmarynu jest tym, który tego strażnika wciąż stawia z powrotem na nogi.

Dobra formulacja bezwodna nie wybiera między nimi. Zaprasza wszystkie trzy do jednego słoika i pozwala im działać ramię w ramię: rozmaryn odnawia wolne tokoferole, te bronią olejów, a octan spokojnie czeka, by na skórze oddać jej witaminę, po którą przyszła. Razem trzymają recepturę świeżą znacznie dłużej, niż zdołałby to zrobić którykolwiek z nich osobno.

← Powrót do Literatury